top of page

Urodziny. Miłość do Siebie jest powrotem do Domu. Jestem Teraz u Siebie w Sobie.

  • 5 godzin temu
  • 4 minut(y) czytania

Dziś mam Urodziny.


I z każdym kolejnym rokiem coraz mocniej czuję, że Urodziny nie są dla mnie tylko datą. Są Przestrzenią przejścia. Cichym, ale głębokim momentem, w którym coś się domyka, coś dojrzewa, coś odchodzi, a coś rodzi się na Nowo. Zawsze właśnie w okolicach moich Urodzin otwiera się przede mną nowa Perspektywa spojrzenia, nowa Perspektywa odczuwania, nowa Perspektywa współodczuwania, nowa Perspektywa widzenia świata, ludzi i samej siebie.




fot. Dariusz Adam Pańczyk / Instytut Świadomości


To jest ten szczególny czas, w którym Życie mówi do mnie inaczej. Głębiej. Czyściej. Prawdziwiej. I czuję, że wraz z kolejnymi latami moja Świadomość poszerza się już nie tylko w rozumieniu. Najbardziej poszerza się w czuciu. W subtelności odbierania. W interpretacji świata. W widzeniu tego, co ukryte pod słowami, pod historiami, pod losem człowieka. W dostrzeganiu bólu, który przez lata nie miał głosu. W dostrzeganiu Miłości, która czasem przez lata czekała, aż wreszcie ktoś pozwoli jej wrócić do siebie.


A Pryzmat, przez który dziś patrzę, staje się coraz bardziej klarowny, coraz bardziej pełny, coraz bardziej oparty na Wartościach, na tym, czym naprawdę jest Życie. Moje Życie.


I właśnie w te Urodziny rodzi się we mnie Nowa Perspektywa. Perspektywa patrzenia na świat, ludzi i siebie przez Pryzmat Miłości. Nie przez obowiązek. Nie przez powinność. Nie przez przetrwanie. Przez Miłość.


I może właśnie to porusza mnie dziś najmocniej — że najważniejszą Drogą, jaką przyszło mi przejść, nie jest droga do kolejnych ról, kolejnych osiągnięć, kolejnych etapów, kolejnych realizacji. Najważniejszą Drogą jest droga powrotu do siebie. Droga patrzenia na siebie z Miłością. Droga odczuwania Miłości do siebie, do swojego ciała, do swojej historii, do swojej osoby, do swojego Życia.


To jest Droga, na której człowiek zaczyna naprawdę uznawać siebie za ważnego. Za godnego Miłości. Za godnego czułości. Za godnego troski. Za godnego obecności. Za godnego tego, by już dłużej nie stać na końcu własnej kolejki.


Jako mama Ewy, jako Partnerka, jako córka, jako psychotraumatolog, jako Prezes Fundacji, jako kobieta, która przez lata była dla innych Opiekunem, Przewodnikiem, wsparciem, fundamentem, obecnością, siłą, czuciem i ratunkiem, wiem, jak piękne jest dawanie. Wiem, jak głębokie jest kochanie innych. Jak naturalne potrafi być czuwanie. Jak prawdziwe potrafi być poświęcanie czasu, uwagi, serca, zasobów, czułości i życia tym, których kochamy. Wiem, czym jest odpowiedzialność. Wiem, czym jest lojalność. Wiem, czym jest bycie dla drugiego człowieka.


Ale przychodzi taki moment. Taki stan. Taka wewnętrzna dojrzałość. Taka prawda. W której wszystkie te zasoby, które tak hojnie dawaliśmy innym — zadbanie, zaopiekowanie, uratowanie, docenienie, prowadzenie, współodczuwanie, czułość, przyjaźń, oddanie i Miłość — zaczynają domagać się, by zostały skierowane również do siebie.


I to jest jedna z najgłębszych prawd, jakie dziś czuję: że można przez lata pięknie kochać innych, a jednocześnie samej sobie odmawiać tego, co najczulsze. Można dawać światło wszystkim wokół, a siebie zostawiać w cieniu. Można być schronieniem dla innych, a samej dla siebie pozostawać miejscem ostatnim. Można nieść innych przez ich ciemność, a własne serce zostawiać bez dłoni, bez głosu, bez pierwszeństwa.


A przecież jest jedna osoba, która będzie ze mną od zawsze i na zawsze. Jedna osoba, przez której ciało, serce, pamięć i duszę przejdzie całe moje Życie. Jedna osoba, która była przy mnie w każdym bólu, każdym lęku, każdym upadku, każdym początku i każdym końcu.


To Ja.


I być może właśnie ona zbyt długo była ostatnia w kolejce do pokochania, do zauważenia, do uznania, do zadbania, do zaopiekowania, do ważności.


Droga do pokochania siebie jest jednocześnie najtrudniejszą i najbardziej fascynującą Drogą, jaką można przejść. Bo na tej Drodze spotykamy nie tylko światło. Spotykamy również złość, frustrację, gniew, wstyd, ból, rozczarowanie, strach, odrzucenie, porzucenie, traumy, choroby, pęknięcia — wszystko to, co próbowało nas odłączyć od siebie. Wszystko to, co przez lata mówiło człowiekowi, że ma przetrwać, ale niekoniecznie ma żyć. Że ma dawać, ale niekoniecznie ma przyjmować. Że ma rozumieć innych, ale niekoniecznie ma stanąć po swojej stronie.


A potem, jeśli człowiek naprawdę nie ucieka, zaczyna przechodzić dalej. Do zauważenia. Do łagodności. Do współodczuwania. Do czułości. Do troski. Do zdrowia. Do bezpieczeństwa. Do lojalności wobec siebie. Do uznania. Do wdzięczności. Do Miłości.


Idę tą Drogą. Odkrywam ją. Buduję ją. Uczę się jej. Współodczuwam ją. Czasem poprzez ból. Czasem po ciemku. Czasem ze łzami. Czasem z zachwytem. Ale prawdziwie. I może właśnie dlatego czuję dziś jeszcze wyraźniej, że Miłość do siebie nie jest żadnym luksusem. Nie jest dodatkiem. Nie jest nagrodą. Jest fundamentem. Jest powrotem. Jest uznaniem własnego istnienia. Jest zgodą, by być dla siebie Domem. Jest decyzją, że własne Życie przestaje być miejscem pomijanym.


Patrzę dziś na siebie z Miłością. Tkam moje Życie i codzienność z Miłości. Wybieram to, co mnie karmi, co mnie pogłębia, co mnie wzmacnia, co prowadzi mnie do większej prawdy, większej czułości i większej integralności. Wybieram to, co jest w zgodzie ze mną. Wybieram to, co nie odłącza mnie ode mnie. Wybieram to, co buduje Życie, a nie tylko podtrzymuje przetrwanie.


I właśnie z tej Drogi rodzi się we mnie również to, co tworzę zawodowo. Nowe etapy. Nowe jakości. Nowe warsztaty. Nowe Przestrzenie. Nowe możliwości realizacji. Bo to, co prawdziwie rodzi się w człowieku, wcześniej czy później zaczyna rodzić się także w jego twórczości, dziele, realizacjach. To, co człowiek naprawdę przeżywa, wcześniej czy później staje się również jego pracą, jego słowem, jego obecnością i jego prowadzeniem innych.


Dlatego w tej inspiracji stowrzyłam warsztaty Mapa Narcyzmu i Matryca Traumy a teraz tworzę kolejne warsztaty, w których będę dzielić się tą Drogą. Drogą dochodzenia do Miłości do własnego Życia. Do własnego ciała. Do własnej historii. Do siebie. Do tej wewnętrznej zgody, w której człowiek przestaje siebie opuszczać.


Bo dziś wiem to jeszcze pełniej: na tej Drodze Miłość jest Wyborem.

I ja ten Wybór podejmuję.


Wybieram dziś Miłość jako Drogę. Wybieram patrzenie przez Pryzmat Miłości. Wybieram czucie, które nie odłącza mnie ode mnie. Wybieram bycie po swojej stronie. Wybieram siebie nie przeciwko innym, lecz w prawdzie o własnej wartości. Wybieram Życie utkane z Miłości.


I właśnie to czuję dziś najmocniej: że dojrzewanie nie polega tylko na tym, by coraz lepiej rozumieć świat. Dojrzewanie polega również na tym, by coraz wierniej wracać do siebie. By przestać być dla siebie miejscem ostatnim. By stać się dla siebie Obecnością. By stać się dla siebie czułością. By stać się dla siebie Miłością.


Jestem tą Drogą.


— Ewelina Naturia Pańczyk


Komentarze


UMAWIANIE WIZYT TERAPEUTYCZNYCH
I ZABIEGOWYCH
ZAPISY NA WARSZTATY 
KLINIKA TRAUMY I NARCYZMU
Tel: +48 660 519 565
Tel: +48 690 028 011
naukaiswiadomosc@gmail.com
 
WSPÓŁPRACA I POMIESZCZENIA

Tel: +48 660 519 565
+48 690 028 011

naukaiswiadomosc@gmail.com

Dziękujemy za kontakt!

Centrum Zdrowia Psychicznego, Mediacji,  Psychosomatyki i Terapii Wirtualnych

INSTYTUT ŚWIADOMOŚCI

ul. Wileńska 13/41

03-409 WARSZAWA

​​​

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Wesprzyj nasze działania

Copyrights by Instytut Świadomości 2026-2027

bottom of page