Półtora roku temu była przepaść. Dziś są zaręczyny. Tak wygląda prawdziwy przełom w terapii traumy i narcyzmu.
- 17 minut temu
- 3 minut(y) czytania
Każdy dzień pracy z Pacjentami przynosi ogrom wiedzy.
Historii.
Schematów.
Emocji.
Doświadczeń z najróżniejszych krańców ludzkiej psychiki i losu.

To zawsze jest dla mnie niezwykle ciekawe. Ale najbardziej poruszają mnie nie same diagnozy, nie same mechanizmy i nie same trudności. Najbardziej poruszają mnie kroki milowe. Wielkie przełomy. Nasze wspólne sukcesy terapeutyczne.
Bo kiedy życie moich Pacjentów realnie się zmienia — kiedy pojawiają się nowe decyzje, nowe granice, nowe relacje, nowe poczucie bezpieczeństwa, nowe „Razem”, nowa droga — to jest to również nasze wspólne osiągnięcie. Wspólny krok milowy. Wspólny sens ciężkiej pracy, która wcześniej bywała pełna bólu, regresów, wątpliwości i zmęczenia.
To jest jeden z takich dni.
Pamiętam, jak nieco ponad półtora roku temu zadzwoniła do mnie zapłakana młoda kobieta. Powiedziała, że ma do mnie numer od poprzedniej terapeutki par — swojej i partnera. Usłyszałam wtedy, że zostali skierowani do mnie na terapię traumy i narcyzmu, bo:
„Pani jest jedyną osobą, której to może się udać.”
Od razu poczułam ogrom odpowiedzialności.
Rozumiem tę nadzieję.
Rozumiem ciężar takich słów.
Często słyszę, że jestem ostatnią deską ratunku.
Przyjmuję to bardzo poważnie.
Nie lekko.
Nie powierzchownie.
Z szacunkiem do bólu, z jakim człowiek przychodzi.
I z gotowością, by podjąć próbę.
Tak było i tym razem.
On — z narcystycznym zaburzeniem osobowości, opartym przede wszystkim na traumie porzucenia, wstydu i odrzucenia.
Ona — z traumą odrzucenia.
Młodzi ludzie.
Małe dziecko.
Niby całe życie przed sobą.
A jednocześnie codzienność niszczona przez narcyzm: dewaluację, odrzucanie, kontrolę, karanie ciszą, manipulacje, złośliwość, emocjonalne porzucanie.
Ona była na granicy rozpadu relacji, rodziny, własnej tożsamości i poczucia sensu.
On był o krok od utraty dwóch najważniejszych osób w swoim życiu — partnerki i córki.
Praca była ciężka.
Systematyczna.
Z wzlotami i upadkami.
Z lepszymi okresami i regresami.
Z wątpliwościami.
Z momentami bardzo trudnymi.
Ale oboje byli zdeterminowani.
Uczciwie pracowali na sesjach.
Byli otwarci na informację zwrotną, na prowadzenie, na współpracę.
Również na siebie nawzajem — mimo bólu, mimo kryzysów, mimo kolejnych potknięć.
I nie poddali się.
Już od dłuższego czasu udało nam się zażegnać największy kryzys. Przemoc narcystyczna została wyeliminowana. Schematy narcystyczne, które nadal się pojawiają, są dziś w nieporównywalnie mniejszej skali. Jest szybsza reakcja. Szybsza korekcja. Szybsza autorefleksja. Szybsza zmiana i szybszy powrót do relacji.
Pojawiła się stabilizacja.
Sinusoida narcystycznego rollercoastera została wypłaszczona.
Są jeszcze potknięcia — ale nie ma już otchłani.
Nie ma tamtego rozpadu.
Nie ma tamtej przepaści.
Relacja staje się coraz bardziej partnerska, akceptująca, szanująca i świadoma. Oczywiście pojawiają się nowe wyzwania — bo kiedy wychodzimy z największego kryzysu, zaczynamy chcieć więcej. Lepszych standardów. Głębszej jakości. Bardziej dojrzałej codzienności. I właśnie nad tym teraz pracujemy.
Pojawia się stabilność.
Zaufanie.
Poczucie bezpieczeństwa.
I dziś, kiedy po moim urlopie znów spotkaliśmy się na sesji, dowiaduję się, że mój Pacjent… oświadczył się swojej partnerce.
Mojej Pacjentce.
A oświadczyny zostały przyjęte.
I kiedy dziś słyszę od niego spokojne, naturalne:
„Oczywiście, że przyjęte”,
to właśnie to „oczywiście” porusza mnie najmocniej.
Bo półtora roku temu oczywiste nie było nic.
Była mgła.
Było zagubienie.
Była pętla.
Było cierpienie.
Był realny rozpad.
Dziś jest radość.
Jest „Razem”.
Jest nowa droga.
Jest kontynuacja relacji i rodziny.
Takie dni szczególnie nadają sens mojej pracy.
Bo nie wszystkich da się wyprowadzić.
Bo nie wszyscy chcą.
Bo nie wszyscy są gotowi na ciężką, systematyczną i uczciwą pracę w terapii traumy.
Ale niektórych się da.
I dla tych kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, kilkuset rodzin — na tle tysięcy czy milionów — warto.
Bo to nie są statystyki.
To są konkretni ludzie.
Konkretne życia.
Konkretne relacje.
Konkretne dzieci.
Konkretne rodziny, którym udało się zatrzymać transgeneracyjną traumę narcystyczną i pójść w inną stronę.
I właśnie to jest światło tej pracy.
W mojej pracy terapeutycznej prowadzę Terapię Traumy, Terapię Narcyzmu, Terapię Schematów, Terapię Systemową, Terapię Skoncentrowaną na Rozwiązaniach, Terapię Psychosomatyczną, interwencję kryzysową, pracę z ciałem i regulacją układu nerwowego, pracę z wewnętrznym dzieckiem oraz Terapię VR jako wsparcie procesu zdrowienia.
Bardzo ważnym uzupełnieniem tej pracy są również moje autorskie warsztaty:
11. edycja „Mapa Narcyzmu – 33 Schematy Narcystyczne w Praktyce”
To proces pomagający rozpoznać mechanizmy manipulacji, zrozumieć relacje narcystyczne i odzyskiwać granice oraz jasność myślenia.
IV edycja „Matryca Traumy – 11 Nieżyć vs 1 Życie w JA”
To warsztaty stacjonarnie i online, pogłębiające pracę nad traumą rozwojową, relacyjną i tożsamościową.
Jeśli czujesz, że Twoje życie, relacja albo historia utknęły w miejscu bólu, chaosu, lęku i powtarzalnych ran — zapraszam Cię do terapii i do tej Przestrzeni pracy. Czasem to właśnie jeden dobrze podjęty proces staje się początkiem zupełnie nowego życia.
Ewelina Naturia Pańczyk, MBA
Psychotraumatolog | Mediator | Terapeuta Uzależnień | Terapeuta VR | Seksuolog Kliniczny | Specjalista Resocjalizacji | Psychosomatyk | Prezes Fundacji Instytut Świadomości | Prezes Fundacji Instytut Traumy i Narcyzmu
📱 +48 660 519 565
#TerapiaTraumy #TerapiaNarcyzmu #TraumaNarcystyczna #Psychotraumatologia #RelacjaNarcystyczna #Narcyzm #PrzemocPsychiczna #MapaNarcyzmu #MatrycaTraumy #TerapiaPar #TerapiaSchematów #Psychosomatyka #TerapiaVR #ZdrowiePsychiczne #TransgeneracyjnaTrauma #PowrótDoSiebie #EwelinaNaturiaPańczyk #InstytutŚwiadomości #InstytutTraumyINarcyzmu



Komentarze